Szminki Golden Rose: 53, 99, 65

Dzień doberek ;)


Dzisiaj chcę pokazać Wam 3 pomadki z woskiem pszczelim od Golden Rose, które przypadły mi bardzo do gustu. Z czasem zamierzam powiększyć ich kolekcję.


OPIS PRODUCENTA:

"Doskonała pomadka, która dzięki zawartości wosku pszczelego nawilża i wygładza usta. Pomadka nie powoduje uczucia ciężkości na ustach. Łatwo się rozprowadza, a dzięki delikatnej, świetlistej strukturze sprawia, że Twoje usta są błyszczą perłowym blaskiem."

MOJE ODCZUCIA:

Opakowanie na pierwszy rzut oka wygląda całkiem ładnie, estetycznie, podoba mi się jego prostota.Całość zamknięta jest w kartonowym pudełeczku, dzięki któremu mamy większą pewność, że nikt tej pomadki wcześniej nie macał. Na pudełeczku znajdują się najważniejsze informacje. Małym minusem są ścierające się napisy.


Pigmentacja jest świetna - zadowala mnie w 100 %, dobrze kryje już przy pierwszym pociągnięciu.

Produkt ma kremową konsystencję, która dobrze rozprowadza się na ustach.

Posiadają bardzo specyficzny zapach, przypominają mi pomadki, które używała jeszcze moja mama jak miałam 4-5 lat. Zawsze wtedy,  podbierałam je jej i malowałam takiej łysej lalce włosy i usta, ale to tak poza tematem.

Pomadki wyglądają bardzo ładnie na ustach, w moim przypadku ich nie wysuszają ale nawilżenia także nie zauważyłam. Mały apel dla posiadaczek suchych skórek, szminka bardzo  je podkreśla.
 
W kwestii trwałości mnie zadowalają, chociaż odcień 99 wytrzymuję na ustach krócej niż dwa pozostałe kolorki. O ile pomadka Essence wytrzymała na ustach bez jedzenia i picia do 2 h (po godzinie kolor zaczął blaknąć) tak ta wytrzymuję 2-3 h. Natomiast gdy jemy i pijemy nie znika błyskawicznie (Essence wytrzymała ok 15-20 minut po czym została brzydka poświata). Schodzą równomiernie i nie pozostawiają brzydkich plam.

 Ja swoje dorwałam za 7 zł sztuka. 

  PREZENTACJA:

Swatche na ręce: od lewej 99, 53, 65
 

 65- 
w rzeczywistości jest bardziej czerwony, jednak moim faworytem nadal jest Rimmel.


 53-
 tutaj aparat nie chciał uchwycić kolorku, w rzeczywistości jest bardziej koralowy

99
Cztytaj dalej >

Druga część wrześniowych zakupów

Cześć ;)

U mnie właśnie zaczęło padać a dzień z samego rana zapowiadał się bardzo ładnie. Wskoczyłam dzisiaj w ciepłe ciuszki i pognałam do miasta wraz z moją mamą. Wrześniowe zakupy są dość pokaźne, ale to dlatego, że większość zabieram z sobą do Poznania. Zapraszam Was na małą prezentację.


Pozwólcie, że zacznę od Rossmanna, który w mojej miejscowości jest dość ubogi w porównaniu z Rossmannem w Poznaniu. U mnie nie ma szaf z kosmetykami Manhattan, Eveline itd. Jestem także zawiedziona, ponieważ do tej pory nie mogę dostać matowych lakierów od Wibo oraz matowego topu z Lovely. Pojawił się jednak Velvet Nail Effect Powder, lecz muszę się zastanowić nad jego kupnem. 

Na pierwszy rzut do koszyczka wpadły dwa żele pod prysznic- po zachwycie nad gruszką, wybrałam Lirene w wersji winogronowej oraz zgarnęłam w promocji za 7.89 zł ukochany żel Fa, o którym pisałam kilka postów niżej. Wybrałam jednak inną wersję zapachową, którą zachwaliła w komentarzu na moim blogu jedna z Was. Się okaże, czy podbije moje serduszko. Kolejnym zakupem jest pasta Colgate, Max White One. Lubię inne pasty tej firmy, zobaczymy jak ta się sprawdzi. Ostatnio czytałam na jednym blogu pochlebną recenzję kremu regenerującego do stóp firmy Lirene. Szukałam właśnie takiego produktu i kupiłam bez zastanowienia. Olejek Alterra także kupiłam w promocji. Chcę zacząć przygodę z olejowaniem włosów. Czytałam dużo pochlebnych opinii i musiałam go zakupić, tak samo jak zmywacz Isana, który jest moim ulubieńcem. Kolejne 4 produkty także dorwałam w promocji. Będąc w drogerii zawsze muszę kupić szminkę, dlatego też postanowiłam wypróbować pomadkę z Miss Sporty, która kosztowała mnie tylko 4.99 zł. Podkład Stay Matt kupiłam z chęcią wypróbowania czegoś nowego, a nóż widelec znajdę zastępce podkładu marki Lirene. O ile na ręce odcień okazał się idealny, to po nałożeniu go w domku na buźkę  jest zbyt ciemny i wygląda strasznie nienaturalnie. Przedostatnim produktem, który wylądował w moim koszyku jest dezodorant Fa. Przyznam, oprócz żeli pod prysznic tej firmy nie miałam innych produktów, więc teraz mają swój debiut. Na samym końcu moje niezawodne serum do biustu firmy Eveline, które bardzo lubię.


 
Potem wybrałyśmy się do drogerii Lawenda, która jest powiązana z drogeriami Sekret Urody. Tam doznałam wielkiego rozczarowania- szafa z kolorówką Eveline została usunięta.  Jestem zła, bardzo zła.

Uwielbiam wszelakie płyny, olejki do kąpieli, dlatego też wybrałam płyn do kąpieli/ żel pod prysznic On Line. Kolejny wybór padł na szampon Naturia od Joanny, o którym czytałam pozytywne opinie. Do tego dobrałam jeszcze mgiełkę chroniącą włosy przed wpływem wysokich temperatur firmy Marion. Przy okazji wpadła kolejna szminka od GR o numerze 99.  Nie opanowałam się także w kwestii lakierów i kupiłam 3 sztuki.



Na samym końcu udałam się do Biedronki w celu kupienia płynu micelarnego. Zauważyłam także promocje na farby Garnier. Czas odświeżyć kolor i pokryć moje okropne, brązowe odrosty. Na samym końcu moim oczom ukazało się lustereczko. Kupiłam je ze względu na przecenę, początkowa cena wynosiła 19 zł a ja dorwałam je dziś za 8 zł. 


 
I ostatni punkt mojego posta. Złoty lakier MIYO kupiła mi wczoraj siostra będąc w Netto.Będzie idealny na imprezy czy też zbliżające się święta Bożego Narodzenia. Nie wiem czemu, ale w wigilię na moich pazurkach od 3 lat zawsze gości złoty lakier. To chyba juz taka moja tradycja. Ostatnim produktem jest tusz do rzęs firmy Eveline, który otrzymałam za dodawanie opinii na fanpejdżu BeautyTester.


Ufff, dotarłam do końca. 
Miałyście coś z tych produktów?
Cztytaj dalej >

"Lakierowe czwartki", czyli matowy lakier od Golden Rose

Hejka ;)

W ten jakże pochmurny, deszczowy i zimny dzionek przychodzę do Was z kolejnym lakierem od Golden Rose. Tym razem na pazurkach zawitał ponownie róż, jednak w wersji matowej. Coraz bardziej podobają mi się kosmetyki o matowym wykończeniu, dlatego też tegoroczną jesienią zamierzam upolować kilka lakierów oraz szminek z wyżej wymienionym wykończeniem ;))


Koniec mojego ględzenia, przejdę do konkretów. W ramach "Lakierowych czwartków" przedstawiam Wam
Golden Rose Matte Nail Lacquer o numerze 01.



 OPIS PRODUCENTA:


"Seria szybkoschnących matowych i półmatowych lakierów do paznokci, które nadają jedyne w swoim rodzaju matowe wykończenie. W obu seriach znajdują się 22 najmodniejsze kolory. Ze względu na zastosowaną formułę, która zapewnia unikalne matowe pokrycie, lakier może się szybciej ścierać. Producent zaleca częstsze nakładanie lakieru oraz stosowanie bazy, która przedłuży jego trwałość."
 

 MOJE ODCZUCIA:

Lakier zakupiłam na wysepce GR za 7.90 zł. Mój wzrok przykuła duża, fikuśna buteleczka o czarnej matowej rączce. Opakowanie zawiera aż 11,5 ml produktu.

Pędzelek jest naprawdę bardzo fajny, a kształt zakrętki niesamowicie poręczny, dzięki czemu dobrze dopasowuje się do dłoni.


Na pazurki położyłam dwie cienkie warstwy, chociaż uważam, że jedna grubsza wystarczyła by osobom posiadającym krótsze paznokcie. Na początku aplikacji, nie widać żadnej różnicy pomiędzy nim a  lakierem z połyskiem. Jednak po wyschnięciu , lakier z błyszczącego zmienia się w  matowy. Muszę się zgodzić z zapewnieniem producenta- lakier wysycha w błyskawicznym tempie. Gdy doszłam do ostatniego palca, kciuk był gotowy do nałożenia kolejnej warstwy. Byłam zachwycona, że nic się nie odbijało. Delikatne ścieranie końcówek zauważyłam na 3 dzień, byłabym zła, gdyby nie informacja producenta, który nas przed tym ostrzega. Minusem jest fakt, że po wyschnięciu widać każdą nierówność płytki paznokcia ;/

Na zdjęciach delikatnie się błyszczy, to wina padającego na moje paznokcie słońca.

Prezentacja:
 
 





Cztytaj dalej >

Fa, Luxurious Moments, Black Amethyst & Pink Viola, czyli mój hit na jesienno- zimowe wieczory

Cześć dziewczyny ;)

Żele Fa używałam często kilka lat temu i po pewnym czasie zmuszona byłam je odstawić, powód- trafiłam na okropny bubel, który zniechęcił mnie do dalszego kontynuowania „znajomości” z tą marką. Jednak kilka miesięcy temu natrafiłam na promocję w Rossmannie i kupiłam Fa, Luxurious Moments, Black Amethyst & Pink Viola za niewielkie pieniądze. Chciałam dać tej firmie drugą szansę. Czy ponownie zawiodłam się na tej firmie, przekonacie się w dalszej części.


OPIS:
 
"Żel pod prysznic Fa Luxurious Moments zapewnia skórze intensywną pielęgnację oraz pozostawia ją miękką i gładką. Daj się oczarować jego bogactwem i drogocennym połyskiem czarnego ametystu. pH neutralne dla skóry. Dermatologicznie potwierdzona tolerancja skóry."
Żel pod prysznic Fa Luxurious Moments zapewnia skórze intensywną pielęgnację oraz pozostawia ją miękką i gładką. Daj się oczarować jego bogactwem i drogocennym połyskiem czarnego ametystu. pH neutralne dla skóry. Dermatologicznie potwierdzona tolerancja skóry. - See more at: http://www.rossnet.pl/Produkt/Fa-Luxurious-Moments-Zel-pod-prysznic,291729,1773#sthash.iYJTMszp.dpuf
Żel pod prysznic Fa Luxurious Moments zapewnia skórze intensywną pielęgnację oraz pozostawia ją miękką i gładką. Daj się oczarować jego bogactwem i drogocennym połyskiem czarnego ametystu. pH neutralne dla skóry. Dermatologicznie potwierdzona tolerancja skóry. - See more at: http://www.rossnet.pl/Produkt/Fa-Luxurious-Moments-Zel-pod-prysznic,291729,1773#sthash.iYJTMszp.dpuf

Żel pod prysznic Fa Luxurious Moments zapewnia skórze intensywną pielęgnację oraz pozostawia ją miękką i gładką. Daj się oczarować jego bogactwem i drogocennym połyskiem czarnego ametystu. pH neutralne dla skóry. Dermatologicznie potwierdzona tolerancja skóry. - See more at: http://www.rossnet.pl/Produkt/Fa-Luxurious-Moments-Zel-pod-prysznic,291729,1773#sthash.iYJTMszp.dpuf
SKŁAD:
 
 
MOJE ODCZUCIA:

Do zakupu skłoniło mnie opakowanie o urzekającym fioletowym kolorze. Szata graficzna specyficzna dla tej firmy. Produkt znajduję się w nieprzezroczystej butli, o pojemności 400 ml w cenie regularnej ok 10 zł. Nie wyślizguję się z dłoni pod prysznicem a zamknięcie można łatwo i szybko otworzyć.

Konsystencja żelu jest gęsta o perłowo-fioletowej barwie. Jest przy tym bardzo wydajny ( wystarczy niewielka ilość produktu na gąbeczce, aby umyć całe ciało). Nie spływa z dłoni i świetnie się pieni.


Głównym atutem tego produktu jest zapach- intensywny,wyrazisty, troszkę ciężki ale bardzo zmysłowy. Dla niektórych osób, zapach tego produktu może posiadać zbyt głębokie nuty perfum, lecz dla mnie jest on świetny. Jeśli znajdę go na drogeryjnej półce z pewnością kupię kolejną sztukę, ponieważ znakomicie sprawdzi się w jesienno-zimowe wieczory. Na dodatek, zapach utrzymuję się długo na skórze i nie znika po wyjściu spod prysznica.

Przejdźmy teraz do działania. Nie zauważyłam, aby nawilżył moją skórę- nie wymagam tego od żeli pod prysznic, od tego są balsamy. Jak dla mnie żel ma spełniać 3 podstawowe cechy, czyli dobrze oczyszczać, nie podrażniać skóry oraz jej nie wysuszać, a wyżej wymieniony delikwent w tych kwestiach sprawdza się bardzo dobrze. Moje skóra jest po nim gładka, odświeżona i pachnąca. 

-------------------------------

Przychodzę do Was także z dobrą wiadomością. Od 10 października w sklepach sieci Biedronka pojawi się nowa, jesienna oferta kosmetyczna. Ja cieszę się bardzo, mój portfel zdecydowanie mniej. ;)) 

Miłego dnia ;))
Cztytaj dalej >

Nowość od Essence, trwała pomadka do ust 08

 Dzień doberek ;)


 Dzisiaj bierzemy pod lupę nowość firmy Essence, czyli trwałą pomadkę do ust, którą zakupiłam na początku września. Jest to pierwszy produkt tej firmy w mojej kosmetyczce. W ofercie sprzedaży dostępne jest 10 odcieni.


MOJE ODCZUCIA:

Szminkę kupiłam w drogerii Hebe za niecałe 10 zł/ 3.8g. Mój wybór padł na odcień 08 o nazwie Colour Crush. Jest to intensywny róż.


 Nowe pomadki Essence zamknięte są na "KLIK"  w czarnych, matowych opakowaniach, natomiast kolorowy pasek pośrodku odzwierciedla kolor pomadki. Na górze opakowania oraz sztyfcie wytłoczone jest logo firmy Essence. Podoba mi się tłoczenie na sztyfcie, natomiast na opakowaniu jak dla mnie jest zbędne. Moim skromnym zdaniem nowsze opakowania prezentują się znacznie lepiej i estetyczniej. Macałam w drogerii starsze i wyglądały troszkę tandetnie.
 

Pomadka posiada kremową konsystencję, która dobrze rozprowadza się na ustach. Aby uzyskać pełne krycie potrzebujemy dwóch pociągnięć, aczkolwiek odcień uzyskany na wargach jest odrobinkę mniej intensywny niż w opakowaniu.  Nie wysusza ust, nie podkreśla suchych skórek.

Jedyny zarzut jaki mam do tej pomadki to kiepska trwałość:
  •  Bez jedzenia i picia szminka utrzymuję się na moich ustach 1.5-2 h. Kolor po jakiejś godzince staję się mniej intensywny, blaknie, aby na samym końcu pozostawić poświatę : /
  •  Przy jedzeniu i piciu kolor znika z ust w ekspresowym tempie i pozostawia poświatę.

Prezentacja:





Podsumowując:

Pomadka jest całkiem fajne, urzekł mnie ten odcień. Nie polecam  wybierać jej, gdy w planach mamy jakaś kolację, ponieważ zniknie błyskawicznie. Nie potrafię stwierdzić, czy nowe pomadki są lepsze od poprzedników, ale z całą pewnością znajdą swoich zwolenników. Czy ja się skuszę ponownie? Sama nie wiem, raczej odpuszczę sobie. Za taką cenę wolę kupić szminkę z GR, która ma zdecydowanie lepszą trwałość.


Miłego dnia ;)
Cztytaj dalej >

Hydra Adapt, Matujący i odświeżający krem - sorbet do cery mieszanej i tłustej

 Cześć :))

Firma Garnier wypuściła dość niedawno nową serię 5 kremów do twarzy pod nazwą Hydra Adapt dostosowanych do konkretnych potrzeb skóry.  Z racji, że moja cera ma skłonność do świecenia się poszukiwałam kremu o lekkiej konsystencji w cieplejsze dni. Mój wybór padł na Hydra Adapt, Matujący i odświeżający krem - sorbet do cery mieszanej i tłustej, który ma za zadanie zapewnić 24-godzinne nawilżenie skóry twarzy oraz ją zmatowić. Czy się sprawdził? Przeczytacie w dalszej części.
 


OPIS PRODUCENTA:

"Matujący i odświeżający krem – sorbet wzbogacony został w ekstrakt z zielonej herbaty o właściwościach detoksykujących. Matuje skórę i daje uczucie świeżości, które utrzymuje się przez cały dzień. Ma nietłustą konsystencję i świetnie się wchłania. Kremy Hydra Adapt od Garniera to nowa generacja kremów dopasowanych do codziennej pielęgnacji skóry. Nawilżające przez 24 godziny aktywne formuły zostały stworzone na miarę potrzeb różnych typów cery, aby działać w harmonii ze skórą i odpowiadać na jej potrzeby. Wszystkie kremy zostały wzbogacone w intensywnie nawilżający eliksir roślinny, który łączy w sobie minerały i składniki odżywcze takie jak: syrop klonowy, gliceryna i mannoza. Każdy krem posiada indywidualnie dobrany zestaw składników aktywnych, który idealnie dopasowuje się do potrzeb skóry"
 
SKŁAD:
 
Skład: Aqua/Water, Glycerin, Isononyl Isononanoate, Alcohol Denat., Acer Saccharinum Extract/Sugar Maple Extract, Ammonium Polyacryldimethyltauramide, Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Behenyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Biosaccharide Gum-1, Cammelia Sinensis Leaf Extract, Capryryl Glycol, CI 42090/Blue1, CI 47005/Acid Yellow 3, Citronellol, Disodium Ethylene Dicocamide PEG-15 Disulfate, Glyceryl Stearate Citrate, Limonene, Linalool, Mannose, Phenoxyethanol, Pyrus Malus Water/Apple Fruit Water, Silica, Sodium Acrylates, Crosspolymer-2, Sodium Hydroxide, Tetrasodium EDTA, Xanthan Gum, Parfum/Fragrance (F.I.L B158083/1). 


CENA: 

 10-15 zł /50 ml



 MOJE ODCZUCIA: 

Produkt zamknięty jest w wygodnej, miękkiej tubce o pojemności 50 ml. Całość mieści się w kartonowym pudełeczku, na którym znajdują się najważniejsze informację.

Krem ma lekką konsystencję, nie bez powodu nazwano go sorbetem. Ma zielonkawy kolor i przypomina mi delikatny mus, który często można spotkać w jogurtach.

Po otwarciu i wyciśnięciu na rękę czuć woń alkoholu. Jest to prawdopodobnie wina alkoholu, który znajduję się w składzie. Po wsmarowaniu go w twarz zapach alkoholu ulatnia się i pozostaje orzeźwiająca i przyjemna woń produktu.

Poruszę teraz najważniejszą kwestię, czyli działanie. Używam go przeszło 2 miesiące i muszę przyznać, że z początku działanie jak najbardziej mnie zadowoliło. Jednak po upływie czasu mój optymizm powolutku zaczął się ulatniać. Mogę w 90% zgodzić się z producentem w kwestii nawilżania. Fakt, moja skóra jest dobrze nawilżona lecz taki stan nie utrzymuję się 24 godziny. Otrzymuję  ode mnie plusa za szybkie wchłaniania. Nie podrażnił oraz nie uczulił. Były plusy, więc czas przejść do minusów a właściwie jednego ogromnego, czyli krem nie matuję skóry. Moja buźka się błyszczy się po nim jak nie powiem co, bez pudru ani rusz. Kupiłam go z myślą o zmatowieniu skóry, ale z racji, że się w tej kwestii nie sprawdził więcej po niego nie sięgnę. 


A jak u Was sprawdziła się ta nowość?
 Można znacie jakiś kremik, który pomoże uregulować błyszczenie skóry?  ;))
 
Cztytaj dalej >

"Cegiełka" na paznokciach od Golden Rose

Dzień doberek  :)

 
Dzisiaj kolejny pościak z cyklu "Lakierowe czwartki". Zamierzam Wam pokazać kolejnego piaska z mojej kolekcji. Mowa tutaj o ceglastej czerwieni marki Golden Rose o numerze 64.


Nad jego zakupem zastanawiałam się przez dłuższą chwilkę. Uwielbiam każdy rodzaj czerwieni lecz mały niepokój wzbudzał we mnie fakt, że lakier w buteleczce delikatnie mieni się na złoto. Jednak moja miłość do lakierów wygrała, zabrałam go do domku i powiem Wam, że nie żałuję. Kolorek na paznokciach pokochałam od pierwszego użycia i stał się moim ulubieńcem, którego będę stosowała często jesienną porą.


Jakiś czas temu pokazywałam Wam piaska w odcieniach kobaltu (61). Oba mają podobne właściwości, czyli: wygodny pędzelek, kryją już przy pierwszej warstwie (ja z przyzwyczajenia używam 2), schną bardzo szybko i łatwo je zmyć. Na paznokciach trzyma się 4 dni, potem można zauważyć delikatne ścieranie końcówek.



 

 


Jak Wam się podoba ten kolorek?

Miłego dnia :)



Cztytaj dalej >

Czterech "biedronkowych" muszkieterów, czyli kilka słów o moich ulubieńcach.

Cześć.


U mnie od kilku dni bez przerwy pada deszcz, jesień nastała na dobre. Nie lubię tej pory roku, ponieważ często łapie mnie dołek i odechciewa mi się wszystkiego. Najlepszym sposobem na zabicie nudy w pochmurny dzień jak dla mnie jest film, kocyk i kubek gorącego kakao, które pomimo upływu lat uwielbiam.

Dzisiaj chciałam przedstawić Wam 4  biedronkowych ulubieńców. Są to produkty (oprócz płyny micelarego) które kupuję od dłuższego czasu i jestem z wszystkich bardzo zadowolona.


Smile, płyn do płukania jamy ustnej



Dawniej stosowałam płukanki do ust firmy Colgate oraz Listerine, ale obie okazały się za mocne. Postanowiłam wypróbować biedronkową płukankę, która okazała się strzałem w 10. Nie zawiera alkoholu, dzięki czemu nie "wyżera" mi podniebienia. Jest niedrogi ( za ok 6 zł otrzymujemy 600 ml płynu) oraz skuteczny. Zawsze wybierałam niebieską wersję, która przy dłuższym stosowaniu delikatnie wybielała zęby oraz dawała uczucie świeżości przez dłuższy czas. Teraz zakupiłam zieloną wersję, zobaczymy jak się sprawdzi.


Bebeauty, płyn micelarny



Pokochałam od pierwszego użycia. Co tu dużo mówić: ładnie pachnie, świetnie usuwa makijaż, odświeża skórę i jest przede wszystkim tani.
  

Bebeauty, maszynki jednorazowe 


Testowałam wiele maszynek, tych z wyższej jak i niższej półki. Jednak najchętniej wracam właśnie do tych biedronkowych. Są tanie, bardzo dobrze usuwają włoski oraz nie podrażniają skóry. 


Carea, płatki kosmetyczne


Moim zdaniem jedne z lepszych płatków na polskim rynku. Nie rozwarstwiają się przy wyjmowaniu i podczas użycia. Nie pozostawiają włókien oraz są mięciutkie. Ja kupuję zawsze w 3-paku, wtedy jedna paczka kosztuję niecałe 2 zł.



A Wy macie biedronkowych ulubieńców?

Jeśli tak podzielcie się opiniami, chętnie dowiem się na co warto zwrócić uwagę przy następnych zakupach. ;)






Cztytaj dalej >

Nowości września + plus wygrana

Hejka ;)

Dzisiaj przedstawię Wam pierwszą część wrześniowych zakupów kosmetycznych plus pochwalę się swoją wygraną. W tym miesiącu czeka mnie dużo wydatków, ponieważ muszę zakupić kilka kosmetyków niezbędnych do Poznania, bo jak wiecie niedługo wracam do stolicy Wielkopolski, rok akademicki zbliża się wielkimi krokami. Do domu będę przyjeżdżała czasami na weekendy, dlatego część kosmetyków muszę tutaj  pozostawić, bo ich wożenie nie miało by sensu.


 Najpierw skupmy się na zakupach, które poczyniłam w Rossmannie. Udałam się tam z zamiarem zakupu matowych lakierów od Wibo, których oczywiście nie było. W moim Rossie zawsze pustki wśród wibowskiej szafy, muszę spróbować innym razem. Przy okazji do koszyka wpadło kilka rzeczy. Suchy szampon marki Isana, o którym wiele dobrego czytałam, zobaczymy jak się sprawdzi. Mój żel do mycia twarzy powolutku się kończy, więc wybór padł na żel marki Nivea. Uwielbiam wszelakie masła i balsamy, więc gdy na półce zauważyłam ujędrniające masło z Ziaji w czarnym słoiczku, wrzuciłam je do koszyka bez zastanowienia. Na końcu wybrałam dwie maseczki: jedna z Ziaji, druga z Perfecty.



 W piątek wybrałam się do Poznania i przy okazji postanowiłam sprawdzić czy w drogeriach Hebe pojawiły się suche szampony Batiste. Swój kupiłam w galerii MM. Minusem był bardzo mały wybór ( 2 rodzaje i tylko 4 lub 5 sztuk). Aby umilić sobie kąpiel w wannie kupiłam olejek do kąpieli Fresh&Beauty firmy Farmona. Także do koszyczka wpadła pomadka firmy Essence oraz lakier z Bella.


Na FB pokazywałam Wam paczkę z wygraną, lecz jej zawartość pozostawała tajemnicą. Tak o to dziś uchylam rąbka tajemnica i prezentuję zawartość paczki. Brązowy lakier podarowałam siostrze, ponieważ nie czuję się dobrze w takich odcieniach.


A jak u Was z wrześniowymi zakupami?
 Jeśli jakieś poczyniłyście i umieściłyście na blogu zostawcie link, chętnie poczytam ;)
 

Miłego dnia ;)
Cztytaj dalej >

Eveline, Kwiat Lotosu & Kofeina, Ujędrniający Balsam do Ciała

Cześć ;)

Balsamy do ciała firmy Eveline należą do moich ulubieńców. Są nie drogie, na moją skórę działają świetnie oraz można je dostać w większości drogerii. Dziś na tapecie ujędrniający balsam do skóry wrażliwej i  pozbawionej jędrności z wyciągiem kwiatu lotosu oraz kofeiny . Kupiłam go dość dawno w Biedronce za ok 10 zł, ale z racji, że posiadałam duże zapasy zaczęłam go stosować dopiero miesiąc temu.




OPIS PRODUCENTA:


SKŁAD:



MOJE ODCZUCIA:

Balsam zamknięty jest w plastikowym opakowaniu o pojemności 500 ml. Szata graficzna przyjemna do oka, utrzymana w fioletowe tonacji. Produkt posiada wygodną pompkę, dzięki której wyciśniemy bezproblemowo taką ilość balsamu jaka nam jest potrzebna.


Gdy produkt znajduję się już na mojej łapce, mój nosek szaleje. Ooo mamusiu, jak on pięknie pachnie. Na skórze zapach utrzymuje się około godzinki. Nie jest drażniący i intensywny, lecz przyjemny i delikatny, wręcz mam ochotę co chwilę wąchać swoją skórę. Bardzo lubię takie zapaszki.

Konsystencja lekka, dobrze rozprowadza się na skórze oraz nie pozostawia tłustej warstwy. Jego wielkim atutem jest bardzo szybkie wchłanianie. 


Przejdźmy teraz do kwestii działania. Moja skóra nie jest zbyt wymagająca. Smaruję się nim wieczorami, po kąpieli oraz czasami na rano, jak nie zapomnę. Balsamik spełnił podstawowe zadnie, czyli sprawił, że moja skóra jest fajnie nawilżona. Efekt nie utrzymuje się do 48 godzin jak zapewnia producent na opakowaniu, zresztą nigdy nie wierzyłam w takie zapewnienia. Nie miałam jeszcze styczności z produktem, który by w 100% zgadzał się z informacją zawartą na opakowaniu. 

Sądzę, że balsam nie poradzi sobie z skórą bardzo suchą, która potrzebuję porządnego nawilżenia.

Skóra stała się przyjemna w dotyku, wygładzona i miękka. Jednak nie zauważyłam, aby balsam modelował sylwetkę, ujędrniał czy też redukował cellulit.  

Miłego dnia ;)
Cztytaj dalej >

Lakier MIYO Mini Drops (118)

Cześć dziewczyny ;)



Tak jak wspominałam na swoim fanpejdżu (na którego serdecznie zapraszam )  czwartki "ochrzciłam" dniem lakierów. Co tydzień zamierzam prezentować Wam lakier do paznokci, w późniejszym czasie może nawet jakieś zdobienia jak się wprawię, bo na razie wychodzi mi to tragicznie. ;)

Dlaczego wpadłam na taki pomysł? Z prostej przyczyny, pozwoli mi utrzymać systematyczność na blogu oraz rozplanuję co w jaki dzień będzie się pojawiać. Niedługo zacznie się nowy rok akademicki, więc mój czas będzie troszkę ograniczony. Chcę także nadal dzielić się także z Wami opiniami na temat filmów, jednak taki post pojawiał by się co drugą niedzielę w ramach urozmaicenia. 

---------------------------------------

Dzisiaj pragnę przedstawić Wam lakier MIYO Mini Drops o nazwie Heaven  (118).



Kupiłam go jakiś czas temu w Netto za ok 4 zł. Lakier ma pojemność 7 ml. Lubię mniejsze buteleczki, ponieważ łatwiej zużyć je do końca.

Kolorek trudno określić- jedni przyznali by mu miano pastelowej zieleni, drudzy, w tym ja delikatnego seledynowego odcieniu (aparat "zjadł" troszkę odcień i wygląda na miętowy). Przypomina mi kolor lodów gałkowych o smaku miętowym, które wcinałam co niedziele podczas spaceru jak byłam mała. Zawiera złoty, bardzo delikatny shimmer, jednak mój aparat nie był w stanie tego uchwycić.

Pędzelek jest standardowy, dobrze mi się nim manewruje. Konsystencja nie jest ani za rzadka ani za gęsta- taka w sam raz. Nie rozlewa się na skórki.

Małym minusem jest fakt, że potrzebowałam 4 warstw by pokryć płytkę paznokcia. Po pierwszej warstwie strasznie smuży i kolorek jest ledwo widoczny. 3 cienkie warstwy były by idealne do osób, które posiadają krótsze pazurki, w moim przypadku końcówki delikatnie prześwitywały i czułam niedosyt. Nie ukrywam, gdyby nie fakt, że lakier strasznie szybko schnie, nie "bawiła" bym się dalej z nim i oddała go siostrze. Kolejnym plusem jest fakt, że pomimo tylu warstw nie utworzyły się bąbelki i chwała mu za to. 

Pomimo wielu czynności wykonywanych w domu na moich pazurkach utrzymał się 3 dni bez jakichkolwiek uszkodzeń. Na 4 dzień zauważyłam lekko starte końcówki. Dodatkowym atutem jest łatwość w zmywaniu- wystarczy przycisnąć nasączony wacik, przetrzeć i problem z głowy.






Znacie te lakiery ?

Jeśli tak, co o nich sądzicie?

Cztytaj dalej >
Kosmetyczna Maniaczkaa © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka