"Wyrzutki" czerwca

Zbliża się koniec czerwca, dlatego nadszedł najlepszy czas na projekt denko. W tym miesiącu nie jest one spektakularnie wielkie, jednak postanowiłam nie gromadzić pustych opakowań, które zagracają mi pokój. Bez zbędnego przedłużanie zapraszam do dalszej części posta.

Zielony "TAK" - produkt, który kupię bez wahania, ponieważ sprawdził się w moim przypadku bardzo dobrze

Niebieski "MOŻE" - produkt neutralny, ma swoje wady ale także zalety, może po niego jeszcze kiedyś sięgnę.

Czerwony "NIE" - produkt, który nie sprawdził się w moim przypadku i mówię mu "bye bye na zawsze"


1. Isana, żel pod prysznic limonka&mięta
Gdy zobaczyłam ten żel na półce musiałam go kupić. Ostatnimi czasy bardzo podobają mi się wszelkie miętowe produkty. Tym razem zapach okazał się dla mnie strzałem w 10. Mam jeszcze jedną sztukę, ale coś czuję, że podczas kolejnego nalotu na Rossa dorzucę kilka na zapas.
Czy kupiłabym ponownie?
TAK

2. Eveline, Slim Extreme 3D, peeling-masaż por prysznic RECENZJA
Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, gdy ten produkt osiągnął dno. Glutowata konsystencja zdyskwalifikowała go w moich oczach. Na dodatek kiepski z niego peeling.
Czy kupiłabym ponownie? 
NIE

3. Joanna, Naturia, peeling myjący z kiwi RECENZJA
Dość fajny produkt, chociaż słaby z niego zdzierak. Zapach był chemiczny, jednak przyjemny, lecz nie wyczuwałam w nim kiwi. Opakowanie starczyło mi zaledwie na 3 użycia. 
Czy kupiłabym ponownie?
MOŻE


4. Bebeauty, płyn micelarny
Muszę wreszcie napisać recenzję tego micelka. Chętnie po niego sięgam, ponieważ działanie podoba mi się.
Czy kupiłabym ponownie?
TAK

5. Soraya, Świat Natury, mleczko do ciała z olejem arganowym RECENZJA
Mleczko mało wydajne, ze względu na lejącą konsystencję- potrafi spłynąć z dłoni. Poprawnie nawilża, jednak nie przez 24 h tak jak mówi producent. Szybko się wchłania, lecz nie ujędrnia skóry. Zapach nie przypadł mi do gustu.
Czy kupiłabym ponownie?
NIE
6. Venus, pianka do golenia (konwalia)
Całkowicie o niej zapomniałam. Wyrzucam ją, ponieważ jest za stara. Miała ładny zapach, nie podrażniała skóry, ułatwiała golenie i przede wszystkim nie była lejąca.
Czy kupiłabym ponownie?
TAK

A jak wyglądają Wasze czerwcowe denka? ;)
Cztytaj dalej >

Piękne paznokcie z terapią witaminową od Paese- czy aby na pewno?

Pamiętacie moje długie paznokcie, które uzyskałam dzięki odżywce Eveliene? Byłam z nich dumna i bardzo o nie dbałam, aż do momentu spontanicznego wyjścia na kręgle. Prawie wygrywałam mecz, aż poczułam ból na kciuku. Okazało się, że połamałam paznokieć, aż do krwi. Całą drogę powrotną psioczyłam, bo wiedziałam, że reszta pazurków będzie musiała zostać skrócona do minimum. Pierwsze dni były bardzo ciężkie- nie umiałam normalnie funkcjonować z tak krótkimi paznokciami, aż nagle przypomniałam sobie o terapii witaminowej, którą znalazłam w Paese Box'ie. Pomyślałam- tego w tym momencie potrzebuję.

 


Opis producenta:
 

Skład:
 

Podstawowe informacje:
Firma: Paese 
Pojemność: 9 ml 
Cena: ok 14-15 zł 
Dostępność: wyspy Paese, sklep internetowy Paese, drogerie internetowe
Wyprodukowano w Polsce


Moja opinia:
Produkt znajduję się w szklanym słoiczku. Całość umieszczona jest w kartoniku na którym znajdują się wszelkie informacje. Szkoda tylko, że producent nie napisał jak często powinno nakładać się odżywkę, bądź jak długo powinno stosować się terapię.

Pędzelek jest dość wąski (jak dla mnie), więc musiałam nim namachać, aby pokryć płytkę paznokcia. Konsystencja po otwarciu w sam raz: ani nie gęsta, ani nie jest lejąca. Po upływie dwóch miesięcy produkt zgęstniał i sprawiałby problemy w aplikacji. Zapach? Nie jest zbyt przyjemny, jak większość tego typu produktów.

Poruszę kwestię działania. Z samego początku chciałam wysławiać go pod niebiosa i pisać hymny pochwalne. Zauważyłam, że paznokcie zaczęły szybko rosnąć, wydawały się twarde. Wszystko było cacy, aż po upływie półtora miesiąca moje paznokcie, które wychodziły już za opuszek, łamały się, każdy po kolei. Stawały się słabsze i coraz bardziej przezroczyste. Zaczęła również martwić mnie płytka paznokcia- warstwa, którą pokryta jest płytka zaczęła odchodzić paseczkami (szkoda, że nie zrobiłam zdjęć, bo ciężko mi to opisać). Następujące objawy zmusiły mnie do odstawienia terapii. Przez pewien czas zrezygnowałam z malowania paznokci i spróbowania nowej odżywki- chciałam sprawdzić czy to wina terapii czy mojej diety. Po dwóch miesiącach oczekiwania mogę powiedzieć, że pazurki zaczęły rosnąc, nie były już przezroczyste, słabe, nie łamały się a przede wszystkich nic z nich nie schodziło.

Podsumowując: Zawiodłam się. Terapia zamiast pomóc moim paznokciom, pogorszyła ich stan. Obecnie mają się bardzo dobrze. Staram się wykonywać regularnie olejowanie oraz zaczęłam testować odżywkę firmy Joko.
Cztytaj dalej >

Soraya, mleczko do ciała z olejem arganowym

Na dzień dzisiejszy przygotowałam dla Was recenzję mleczka do ciała z olejem arganowym firmy Soraya. Mleczko zakupiłam dość dawno, jednak całkowicie o nim zapomniałam. Dopiero 1,5 miesiąca temu, robiąc porządki w szafie z kosmetykami, natknęłam się na ten produkt i zaczęło się intensywne testowanie. Jak się sprawdziło? Zapraszam na dalszą część posta. 


Opis producenta:


Skład:
 

Podstawowe informacje:
Firma: Soraya

Seria: Świat Natury

Pojemność: 300 ml  

 Cena: ok 14-15 zł
Dostępność: sklepy internetowe, drogerie stacjonarne, hipermarkety


Moja opinia:
Mleczko znajduję się w plastikowej, nieprzezroczystej butli. Zamykanie na "klik" nie sprawia najmniejszego problemu podczas otwierania i jest szczelniutkie- nic przez nie nie ucieknie.

Zapach to nie moja bajka. Bywały momenty, w których miałam go dość. Jest bardzo intensywny, lecz nie drażniący i utrzymuję się na skórze około godziny- krótko mówiąc nie przypadł mi do gustu. Konsystencja jak dla mnie na minus- bardzo rzadka, wręcz wodnista, aczkolwiek łatwo będzie wydobyć go do końca, zapewne obędzie się bez rozcinania butelki. Potrafi spłynąć z dłoni i ubrudzić płytki w łazience. Gdyby mleczko byłoby odrobinę mniej lejące i nie przelewało się przez palce aplikacja byłaby lepsza.


A jak sprawowało się to mleczko? Dzięki wodnistej konsystencji stosunkowo szybko się wchłania, lecz po nałożeniu go na dana partię ciała trzeba szybko je wmasować, inaczej spłynie. Nie lepi się. Gdy stosowałam go regularnie 2 razy dziennie, skóra była dobrze nawilżona, lecz nie jest to efekt doskonałego nawilżenia jak to określa producent oraz przyjemna w dotyku. I to by było na tyle. Pomimo zwiększonej dawki ćwiczeń w ostatnim okresie, mleczko nie ujędrniło skóry, a o wyszczupleniu sylwetki przez niego samego możemy tylko pomarzyć. Mleczko wystarczyło mi na 1.5 miesiąca regularnego stosowania, z tym, że aplikowałam go wyłącznie na uda.

Podsumowując: Mleczko okazało się średniakiem. Na plus mogę zaliczyć dość dobre nawilżenie oraz stosunkowo szybkie wchłanianie i brak lepkiej warstewki. Pomimo tych kilku zalet nie skuszę się na kolejne opakowanie.

_____________________________________________

Dziewczyny mam do Was małe pytanie.

Może ktoś miał podobny problem do mnie. Związany jest on z listą czytelniczą, a mianowicie nie mogę jej całej rozwinąć. Wyświetla mi się jedynie jedna propozycja bloga (dołączony screen), pomimo kliknięcia w "Wyświetl więcej". Próbowałam wejść przez wszystkie przeglądarki, nawet przez telefon, jednak nadal jest tak samo. Czy ktoś wie jak ten problem rozwiązać? Za wszelką pomoc będę wdzięczna :))


Cztytaj dalej >

"Glutowy" peeling- masaż pod prysznic od Eveline

Jutro czeka mnie zabiegany dzień- muszę kupić marynarkę oraz buciki na obronę, którą mam już w wtorek oraz zamówić kwiaty dla naszej promotorki. Stres mnie jeszcze nie zżera, z całą pewnością ten stan zmieni się tuż przed wyznaczoną godziną obrony. Posprzątałam już pokój, zrobiłam porządki w kosmetykach, nawet przygotowałam mały deser ( bo przecież wszystko lepsze niż nauka), dlatego teraz czas na nową notkę, a mianowicie na recenzję peelingu-masażu pod prysznic z serii Slim Extreme 3D od firmy Eveline.



 Opis producenta:
 

Skład: 


 Podstawowe informacje:
Firma: Eveline
Seria: Slim Extreme 3D 
Pojemność: 250 ml  
 Cena: ok 10-14 zł
Dostępność: sklepy internetowe, drogerie stacjonarne

Moja opinia:
Opakowanie peelingu jest typowe dla tego typu produktów tej firmy- stojąca na "głowie" matowa tubka z zamykaniem na "klik". Dzięki przezroczystemu opakowaniu możemy kontrolować zawartość, natomiast wszelkie informację odnajdziemy na tyle tubki.

Sam zapach nie jest zły- delikatny i świeży, który nie odstraszył ani nie zachwycił. Niestety zapach to jak dla mnie jedyny atut tego produktu. Peeling już od pierwszego wydobycia nie skradł mojego serca. Czym to jest spowodowane? Konsystencja to jeden wielki, gęsty glut. Inaczej tego nazwać nie potrafię. Zanurzone są w nim niebieskie granulki oraz przezroczyste drobinki, które mają odgrywać funkcję zdzieraka. Aby wycisnąć go, trzeba mieć porządną krzepę w ręce- dla mnie stanowi to nie lada wyczyn, ponieważ poprzez zwichnięty nadgarstek w prawej ręce nie mam już w niej takiej siły, natomiast lewa jest od dzieciństwa słabsza (jestem praworęczna).


Sama aplikacja nie jest najprzyjemniejsza. "Glucika" ciężko rozsmarować, przez co wymyka się spod łapki bądź paćka wannę. Gdy już się uporałam z rozbiciem tego paskudnego, gęstego gluta wytworzyła się piana. Stosowałam go głównie na pupę oraz uda i muszę przyznać, że jako peeling jest bardzo słabiutki, wręcz nie wyczuwalny (wolę porządne zdzieraki). Gdyby nie ta okropna konsystencja stosowałabym go na co dzień zamiast żelu. Czy zrobił coś dobrego dla mojej skóry? Z pewnością jej nie podrażnił ani nie uczulił, skóra wydaje się być gładsza i to na tyle. Pomimo regularnego stosowania ( 3 razy w tygodniu) nie zauważyłam, żeby ten produkt zrobił coś w kierunku ujędrnienia i napięcia, bądź miał działanie antycellulitowe.

Podsumowując: Lubię produkty firmy Eveline, aczkolwiek ten jak dla mnie, okazał się do niczego. Z niecierpliwością czekam na to, aż osiągnie dno. Konsystencja jest okropna, działanie nie powala, więc więcej nie zagości na mojej półce. Za taką cenę mogę znaleźć lepszego zdzieraczka.
Cztytaj dalej >

Aktualizacja lakierowej kolekcji



W ubiegłym tygodniu, robiąc porządki wśród lakierów, wpadłam na pomysł pokazania Wam zaktualizowanej kolekcji moich maluszków. Jedne kocham i używam bardziej, drugie mniej. W ciągu roku (poprzedni taki wpis pojawił się 8 czerwca ubiegłego roku ) gromadka maluszków w znaczącym stopniu się rozrosła. Zamiast w jednym ozdobnym pudełku- jak to było kiedyś; przechowuje je w dwóch koszykach kupionych w Biedronce. Zapraszam Was na prezentację moich perełek (lakiery, które pojawiły się kiedyś na blogu zostaną podlinkowane).

* Astor, Lacque DeLuxe nr 310
* Astor Fashion Studio nr 085

* Bell, Fashion Color nr 810
* Bell, Air Flow (brak oznaczeń numerowych)

* Bell, French Chic

 
* Charm Limit, zestaw do kawioru

* Essence, Cracking top coat nr 01, 06
* Essence, Colour & Go nr 112

 
* Eveline, MiniMax nr 326, 413 (holo), 609, 808, 811

 
* Golden Rose Jolly Jewels nr 110, 116
* Golden Rose 3D Glaze, top coat nr 09

* Golden Rose Matte nr 10, 01

 
* Golden Rose, Holiday nr 63, 64, 61

 
* Golden Rose, Rich Color nr 05, 08, 10, 15

 
*  Golden Rose, Rich Color nr 17, 28, 35, 39

 
 * Golden Rose, Rich Color nr 44, 46, 47, 50

 
 * Golden Rose, Rich Color nr 108, 111

 
* Golden Rose, Paris nr 08, 129, 04

 
 *  Golden Rose, lakier do zdobień nr 106
* Golden Rose, Fantasic Color nr 26
* Classics mini nr 186 (w rzeczywistości neonowy)
* Miss Selene nr 221
 
 
* Hema

* Ingrid, Just In nr brak naklejki, 403, 159

* Lovely, Must Have nr 4
* Lovely, Classic nr 369

* Manhattan, biały lakier do końcówek
* Manhattan, Qick Dry 60 seconds nr 53F, 1010N

* Miyo, Mini Drops nr 128, 118, 131

* Rimmel, Salon Pro nr 702, 400
* Rimmel, 60 seconds nr 840, 320

* Wibo, Cracking coat

* Wibo, Gel Like nr 1, 3, 4

* Wibo, Glamour Nails nr 2
* Wobo, Trend Edition nr 5

* Wibo, Sand Effect nr 2, 4


 * Wibo, Glamour Sand nr 1, 2, 3

* Wibo, Candy Shop nr 2, 3

 
* Wibo, Summer Extreme Nails nr 525, 484, 535
* Wibo, Extreme Nails nr 548

* Joko, Orient Express nr J173
* Maybelline, Colorama nr 80
*Max Facto, Nailfinity nr 088
* My Secret nr 150

* Paese, Mini Me nr 129
* Chic nr 15
* Delia, Coral Proslik nr 172
* Bourjois, So Laque nr 49
* Alle Paznokcie nr 62
* Prestige, Wonder Gloss nr 10

Nie zawarłam 4 nowych lakierów, jednak zdjęcia zostały robione kilka dni temu, a niestety, pogoda dziś nie rozpieszcza i ciężko byłoby mi uchwycić odcienie. Kilka lakierów w nie moich odcieniach, poleciało do siostry bądź koleżanki- im się bardziej przydadzą.

Ile lakierów Wy posiadacie? 
Jesteście w szczególności ciekawe jakiegoś lakieru?

Cztytaj dalej >

Zagadkowa zawartość TBOFbox'a, aż do wczorajszego wieczora


Uwielbiam niespodzianki, dlatego gdy dowiedziałam się, że wygrałam pierwszą edycję TBOFbox'a u Patrycji, autorki bloga http://www.tbof.pl/ skakałam wręcz z radości. W dniu wczorajszym, siostra poinformowała mnie, że jak wrócę do domu czeka w moim pokoju przesyłka. Przez pół dnia nie mogłam usiedzieć na miejscu, bardzo chciałam jak najszybciej wrócić z Poznania i dorwać paczuszkę w swoje łapska- tak wiem, jestem bardzo niecierpliwa. Gdy dotarłam już do domu, od razu udałam się do pokoju i zastałam tą oto paczuszkę (oczywiście opakowaną).


Po zerwaniu taśmy klejącej oraz uporaniu się z folią zabezpieczającą- całość była bardzo porządnie zapakowana; moim oczom ukazał się prześliczny, żółty kartonik, który wyląduję gdzieś na półce i będzie "mieszkaniem" dla jakiś drobiazgów. Po otwarciu pokrywki kartonika zostałam bardzo miło zaskoczona- przemiła karteczka z gratulacjami, napisana własnoręcznie przez Patrycję- uwielbiam takie "dodatki", sprawiają mi one ogromną przyjemność. ;))


Czas na zawartość, która była dla mnie tajemnicą, aż do wczorajszego wieczoru. Tak oto w box'ie znalazły się:
  • duża ilośc próbek
  • lakiery: Wibo Express Growth; Essence oraz neonowa pomarańcz do zdobień firmy Lemax
  • róż mineralny Amilie; Virtual, długotrwały podkład matujący; odlewka kremu CC Lumene; cienie: Essence oraz Inglot
  • naklejki do paznokci 
  • balsam po goleniu i depilacji firmy Venus (miałam w planach jego zakup)
  • urocza babeczka, która okazała się błyszczykiem oraz nawilżający błyszczyk do ust firmy Virtual (oba polecą do najmłodszej siostry, ponieważ nie lubię tego typu produktów); dwie kredki do ust: Pierre Rene oraz Emily od Golden Rose; znalazła się również kredka kajal z gąbeczką od Catrice


 Jeszcze raz serdecznie dziękuję, a już jutro możecie spodziewać się posta, w którym pokaże zaktualizowaną kolekcję moich lakierów ;))

Cztytaj dalej >

Dawka nowości# maj

W maju postanowiłam nie korzystać z żadnych drogerii internetowych, w których przepuszczam sporą ilość swoich środków finansowych. Wybrałam się do Rossmanna oraz pobliskiego, małego sklepu, w którym znajduję się wręcz wszystko, począwszy od kosmetyków, środków chemicznych a kończąc na zabawkach oraz artykułach biurowych (oprócz żywności oczywiście).

W Rossmannie na promocji upolowałam swój pierwszy żel pod prysznic z Orginal Source Mandarin&Basil Shower (tak wiem, należę do małej grupy, u której ten żel nigdy nie gościł). Chciałam również zakupić żele z limitowanej edycji od Isany, jednak na półkach ich nie było, dlatego skusiłam się na żel Lime&Mint  (wczoraj dokupiłam na zapas dwie kolejne sztuki). Sopot Sun czyli nawilżające mleczko utrwalające opaleniznę, to mój kolejny zakup, zobaczymy czy dzięki niemu moja opalenizna pozostanie ze mną na dłużej. Z racji promocji na szampony Alterra sięgnąłam tym razem po szampon nawilżający do włosów suchych i zniszczonych. Na samym końcu dorzuciłam sól do kępieli Wellnes Beauty.

Lakiery Wibo udało mi się jeszcze dorwać w ostatnim dniu -49% na lakiery i szminki. Żałuję, że wzięłam tylko cztery kolory, ponieważ kosztowały mnie niecałe 2,50 za szt. Lakier Golden Rose z serii Paris to nabytek z drugiego sklepu. Nie lubię pomarańczu, ale w buteleczce (na zdjęciu tego niestety nie widać) prezentował się świetnie: pomarańczowy neon, który oczarował i może zmieni moje podejście do tego koloru. Zobaczymy jak będzie prezentował się na paznokciach.

Żele Luksja sprawdziły się już u mnie, dlatego postanowiłam sięgnąć po kolejną sztukę. Tym razem wybrałam Luksja Refresh z miętą wodną i trawą cytrynową (coś ostatnio naszło mnie na żele pod prysznic z zawartością mięty). Kolejnym zakupem jest peeling do twarzy z serii Naturia do cery tłustej i mieszanej z gruszką od firmy Joanna. Natomiast maseczkę Peel Off od Marion widziałam na jednym z blogów i postanowiłam wypróbować.


To by było na tyle. A jak wyglądały Wasze zakupy w maju? ;)
Miałyście coś z tych produktów?
 Jeśli tak podzielcie się opinią ;)


Cztytaj dalej >
Kosmetyczna Maniaczkaa © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka